Dlaczego ta sama egzekucja u dwóch komorników może kosztować inaczej

0
5
Rate this post

Spis Treści:

Skąd w ogóle biorą się koszty u komornika

Podstawy prawne – co tak naprawdę reguluje opłaty

Komornik jest funkcjonariuszem publicznym, ale nie pracuje „za darmo z budżetu państwa”. Prowadząc egzekucję, pobiera opłaty i zwroty wydatków na zasadach określonych w przepisach. Z punktu widzenia dłużnika i wierzyciela to kluczowe: wysokość kosztów komorniczych nie jest wynikiem „widzimisię” konkretnego komornika, lecz przede wszystkim ustawy.

Najważniejsze akty prawne, które regulują koszty egzekucyjne, to przede wszystkim:

  • ustawa o kosztach komorniczych – określa rodzaje opłat, wysokość stawek, minima i maksima oraz sytuacje, kiedy można opłaty obniżyć lub ich nie pobierać,
  • kodeks postępowania cywilnego (KPC) – reguluje samo postępowanie egzekucyjne, zasady odpowiedzialności za koszty, zasady rozdzielania kosztów między strony,
  • rozporządzenia wykonawcze – doprecyzowują szczegóły techniczne, np. maksymalne zwroty za przejazdy, ogłoszenia czy wynagrodzenie biegłych.

Opłaty egzekucyjne są w dużej części ustawowo określone kwotowo lub procentowo. Komornik ma obowiązek je stosować. Jednocześnie przepisy pozostawiają mu pewną swobodę co do tego, jakie czynności podejmie w konkretnej sprawie. I tu zaczyna się różnica między „tą samą” egzekucją u różnych komorników.

Istotne jest też, kto ostatecznie koszty ponosi. Zasadą jest, że koszty egzekucji obciążają dłużnika, o ile wierzyciel nie nadużywa swoich uprawnień. Jednak w pewnych sytuacjach to wierzyciel poniesie koszty (np. gdy egzekucja była oczywiście niecelowa, gdy cofnął wniosek po dłuższym czasie lub doprowadził do powstania zbędnych wydatków).

Rodzaje kosztów: opłaty, wydatki, podatki

Dla przejrzystości dobrze jest rozdzielić, co kryje się pod pojęciem „koszty u komornika”. W praktyce to kilka różnych kategorii, które potrafią się sumować do znacznych kwot.

Podstawowe grupy to:

  • opłaty egzekucyjne – zasadnicze wynagrodzenie komornika za prowadzenie egzekucji, naliczane najczęściej procentowo (opłata stosunkowa) lub kwotowo (opłaty stałe za konkretne czynności),
  • wydatki gotówkowe – realne koszty poniesione przez kancelarię, które komornik „przepuszcza” dalej, np.:
    • koszty dojazdów w teren,
    • opłaty za ogłoszenia w prasie lub obwieszczenia,
    • wynagrodzenie biegłych, tłumaczy, rzeczoznawców,
    • opłaty pocztowe, opłaty za dostęp do baz danych,
    • koszty przechowywania zajętych ruchomości czy nieruchomości.
  • podatki i opłaty publicznoprawne – np. podatek VAT od niektórych usług (gdy jest należny), opłaty sądowe związane z dodatkowymi wnioskami.

W praktyce część należności, którą dłużnik widzi na postanowieniu o kosztach, nie trafia do kieszeni komornika. Pewne kwoty są przekazywane dalej, np. biegłemu za wycenę nieruchomości czy do Skarbu Państwa jako opłata sądowa. Z punktu widzenia dłużnika wszystko jest jednak jednym rachunkiem – i często właśnie to powoduje wrażenie, że „komornik dużo bierze”, choć znaczna część tych środków to zwrot wydatków.

Na łączną kwotę kosztów wpływa także wynik egzekucji: pełne wyegzekwowanie długu, częściowa skuteczność lub całkowita bezskuteczność. Ustawodawca powiązał wiele opłat z efektem działań komornika. Ta sama sprawa może zatem wygenerować inną opłatę stosunkową u dwóch komorników, jeśli u jednego egzekucja skończy się pełną spłatą, a u drugiego – umorzeniem z powodu bezskuteczności.

Siatka na granicy zielonego i niebieskiego kortu tenisowego
Źródło: Pexels | Autor: Dz Anderson Video Editor

Dlaczego ta sama egzekucja nie jest „tą samą” egzekucją

Różne strategie prowadzenia sprawy egzekucyjnej

Wierzyciel często zakłada, że jeśli ma ten sam tytuł wykonawczy (np. wyrok sądu na tę samą kwotę), to koszty egzekucji powinny być zawsze zbliżone. W praktyce egzekucja to nie jest proces z automatu. Każdy komornik ma swój styl pracy, inne doświadczenie, inne zwyczaje kancelaryjne, a nawet inny poziom obciążenia sprawami.

Na przykład:

  • jeden komornik, widząc brak majątku w rejestrach, podejmie decyzję o szybkim umorzeniu postępowania jako bezskutecznego,
  • inny w identycznej sytuacji będzie działał bardziej „ofensywnie”: pojedzie w teren, dokona oględzin, zapyta sąsiadów, wejdzie do miejsca zamieszkania dłużnika, zleci dodatkowe zapytania do instytucji, poszuka majątku w szerszym zakresie.

Obie strategie mieszczą się w granicach prawa, ale ich koszt dla dłużnika i wierzyciela będzie inny. Bardziej aktywne działania to potencjalnie większa szansa na skuteczną egzekucję, ale i więcej wydatków gotówkowych (dojazdy, ogłoszenia, wynagrodzenie biegłych). Z kolei szybkie umorzenie zmniejsza koszty, ale może pozostawić wierzyciela z poczuciem, że nie wykorzystano wszystkich możliwości.

W efekcie „ta sama egzekucja” – ten sam dłużnik, to samo orzeczenie, podobna sytuacja majątkowa – może wyglądać zupełnie inaczej u dwóch komorników, bo różni się plan działania. To bezpośrednio przekłada się na poziom kosztów.

Zakres i intensywność czynności komornika

Ustawa daje komornikowi do dyspozycji szereg narzędzi: zajęcie rachunków bankowych, wynagrodzenia za pracę, świadczeń z ZUS, ruchomości, nieruchomości, wierzytelności od kontrahentów, a także poszukiwanie majątku czy wgląd do wielu rejestrów. Komornik nie musi w każdej sprawie wykorzystać wszystkich środków. Ma obowiązek dobrać je adekwatnie do sytuacji, a w tym zakresie ma pewien luz decyzyjny.

Przykładowe różnice w intensywności czynności:

  • komornik A po zajęciu rachunku bankowego i wynagrodzenia uzna, że nie ma sensu prowadzić dalszej egzekucji z ruchomości – bo rata z pensji spłaci dług w rozsądnym czasie,
  • komornik B w podobnej sytuacji dołoży jeszcze zajęcie ruchomości (np. samochodu), a dodatkowo zacznie procedurę opisu i oszacowania nieruchomości.

Obaj działają zgodnie z prawem, ale lista wykonanych czynności będzie inna. Każda dodatkowa czynność to potencjalnie kolejne:

  • opłaty stałe (np. za wniosek o poszukiwanie majątku),
  • wydatki (ogłoszenia, wizje lokalne, koszty udziału biegłego).

W praktyce bywa tak, że bardziej „dynamiczna” kancelaria szybciej doprowadzi do spłaty długu, ale wygeneruje wyższe łączne koszty. Z kolei komornik, który ograniczy się do minimalnego zestawu czynności, może być tańszy dla dłużnika, ale mniej efektywny dla wierzyciela.

Przykładowe scenariusze tej samej egzekucji

Dla zobrazowania: dwa postępowania wobec tego samego dłużnika, na tę samą kwotę, wszczęte mniej więcej w tym samym czasie. Załóżmy, że dłużnik pracuje na etacie, ma konto w banku, mieszka w tym samym miejscu od lat, nie ma nieruchomości i wartościowych ruchomości.

Scenariusz 1 – komornik nastawiony na „minimalizm narzędziowy”:

  • zajmuje rachunek bankowy i wynagrodzenie,
  • wysyła podstawowe zapytania do ZUS i do banków,
  • nie jedzie w teren, nie zajmuje ruchomości, nie inicjuje drogich licytacji,
  • dług jest spłacany w ratach z pensji i z części środków z konta.

Koszty: głównie opłata stosunkowa od wyegzekwowanych kwot i niewielkie wydatki (poczta, zapytania).

Scenariusz 2 – komornik „terenowy” i aktywny:

  • poza zajęciem wynagrodzenia i konta, jedzie na miejsce zamieszkania dłużnika,
  • dokonuje zajęcia ruchomości (np. sprzętu RTV, samochodu),
  • w przypadku samochodu zleca wycenę, przygotowuje się do ewentualnej licytacji,
  • podejmuje więcej zapytań do różnych instytucji i rejestrów.

Koszty: opłata stosunkowa plus dodatkowe wydatki (dojazd, ewentualny biegły, ogłoszenia licytacyjne, przechowywanie zajętego mienia) oraz potencjalne opłaty stałe za poszukiwanie majątku.

W obu przypadkach egzekucja dotyczy tego samego roszczenia. Różni się jedynie zakresem działań, a więc i końcowym rachunkiem. Stąd obserwowane przez dłużników i wierzycieli różnice w kosztach egzekucji u różnych komorników przy pozornie identycznych sprawach.

Wybór komornika a koszty – gdzie teoria spotyka się z praktyką

Rewir komorniczy i prawo wyboru komornika

Komornicy działają przy sądach rejonowych i mają wyznaczone rejony (rewiry), w których zasadniczo prowadzą egzekucję. Kodeks postępowania cywilnego wprowadził jednak tzw. prawo wyboru komornika przez wierzyciela w sprawach o egzekucję z ruchomości, wynagrodzenia, rachunków bankowych, innych wierzytelności i praw majątkowych.

Przekładając to na normalny język: wierzyciel w wielu sprawach może wybrać komornika z obszaru całej Polski, a nie tylko z miejsca zamieszkania dłużnika. Wyjątki to głównie egzekucja z nieruchomości oraz niektóre czynności, które muszą być podejmowane przez komornika z właściwego rewiru (np. z uwagi na miejsce położenia nieruchomości).

Prawo wyboru komornika oznacza, że ta sama egzekucja może trafić do dwóch różnych kancelarii – jednej „lokalnej” i drugiej z drugiego końca kraju. Dla wierzyciela to narzędzie strategiczne, choć bywa też źródłem nieporozumień. W dłuższej perspektywie taki wybór potrafi mocno wpłynąć na konstrukcję kosztów.

Kiedy wybór komornika ma realne znaczenie dla portfela

Na papierze opłaty egzekucyjne są takie same – wynikają z ustawy. Różnice zaczynają się, gdy spojrzy się na:

  • organizację kancelarii – stopień cyfryzacji, obsada kadrowa, tempo pracy,
  • poziom „terenowości” – czy komornik często jeździ w teren, czy raczej bazuje na narzędziach zdalnych,
  • odległość od dłużnika – wpływ na koszty przejazdów, ewentualnych stacjonarnych licytacji.

Przykład praktyczny:

  • Komornik „lokalny” – kancelaria kilka ulic od miejsca zamieszkania dłużnika, zna teren, zna lokalny rynek pracy,
  • Komornik „spoza rewiru” – wybrany przez wierzyciela z innego miasta, kilkaset kilometrów dalej.

Jeżeli w sprawie trzeba wykonać czynności terenowe (oględziny, zajęcie ruchomości, licytacja w miejscu ich położenia), koszty dojazdu komornika spoza rewiru mogą być istotnie wyższe. Z drugiej strony, komornik z dużej i dobrze zorganizowanej kancelarii potrafi szybciej obsłużyć czynności zdalne (zajęcia kont, wynagrodzenia), co skraca czas egzekucji i czas naliczania odsetek, ale to już jest korzyść głównie dla wierzyciela.

Wierzyciel, decydując się na „modnego” komornika z drugiego końca kraju, powinien pamiętać, że:

  • większa odległość = potencjalnie wyższe wydatki gotówkowe, jeśli sprawa wymaga wyjazdów,
  • lokalny komornik może mieć lepsze rozeznanie w majątku dłużników z okolicy (rodzaj pracy, typowe formy zatrudnienia, lokalne firmy),
  • w sprawach wymagających częstych czynności osobistych, komornik „dalej” będzie mniej elastyczny czasowo.

Tym samym, w zależności od wybranej kancelarii, koszty kosztami ustawowymi są „te same”, ale całościowy rachunek w praktyce wygląda inaczej. Różnica wychodzi dopiero w zestawieniu liczby i rodzaju czynności oraz wydatków.

Sytuacje, kiedy wybór komornika może zwiększyć albo zmniejszyć koszty

Nie ma jednej złotej zasady, który komornik będzie „tańszy”. Istnieje natomiast kilka typowych sytuacji:

Przykłady, kiedy wybór komornika „robi różnicę”

Można wskazać kilka powtarzających się schematów, w których wybór kancelarii faktycznie przekłada się na portfel dłużnika i satysfakcję wierzyciela.

1. Dłużnik „etatowiec”, bez większego majątku

Tutaj egzekucja zwykle opiera się na zajęciu wynagrodzenia i rachunku bankowego. W takim układzie:

  • komornik z dużego miasta, dobrze zcyfryzowany, szybciej zrobi zajęcia zdalne i prześle pisma do pracodawcy oraz banku,
  • komornik lokalny, nawet jeśli działa wolniej, nie będzie miał wielu powodów do wyjazdów w teren – koszty przejazdów będą marginalne albo żadne.

Efekt: końcowy rachunek kosztów może być podobny, ale czas egzekucji i komfort wierzyciela – już niekoniecznie.

2. Dłużnik z majątkiem „w terenie” – nieruchomość, maszyny, flota aut

W sprawach, gdzie trzeba dojeżdżać, oglądać, protokołować i prowadzić licytacje na miejscu:

  • komornik z drugiego końca Polski będzie generował wyższe wydatki na dojazdy i czasem noclegi,
  • komornik lokalny szybciej zorganizuje oględziny, zna lokalnych biegłych i realia sprzedaży na danym rynku.

Różnice w kosztach mogą wtedy być bardzo odczuwalne – głównie po stronie dłużnika, ale także wierzyciela, który czasem musi pewne wydatki tymczasowo finansować.

3. Sprawy masowe – wielu dłużników, powtarzalne roszczenia

Firmy windykacyjne, telekomy czy banki często kierują tysiące spraw do jednego komornika, który jest przygotowany organizacyjnie do „obsługi masówki”. W takiej konfiguracji:

  • kancelaria ma wypracowane procedury, automatyzacje, szablony pism, integracje z systemami wierzyciela,
  • część czynności przeprowadzana jest niemal „taśmowo”, co przyspiesza bieg spraw.

Tu powstaje paradoks: jednostkowy koszt dla dłużnika nadal wynika z ustawy, ale skala i tempo działań powodują, że dług szybciej narasta odsetkami, a jednocześnie szybciej jest ściągany. Wierzyciel zwykle zyskuje, dłużnik zazwyczaj traci – także na braku czasu do reakcji.

Na co wierzyciel powinien spojrzeć, zanim wybierze „swojego” komornika

Z perspektywy wierzyciela wybór komornika nie powinien opierać się wyłącznie na opinii znajomego prawnika typu „bo ten jest najlepszy”. Kilka punktów kontrolnych znacznie lepiej ustawia oczekiwania.

  • Profil spraw kancelarii – czy komornik prowadzi dużo spraw podobnych do tej, którą chcemy zlecić (np. masowe roszczenia konsumenckie vs. skomplikowane egzekucje z przedsiębiorców).
  • Dostępność i komunikacja – kanały kontaktu (ePUAP, e-mail, systemy online), czas odpowiedzi, gotowość do uzgadniania strategii. Komornik, z którym trudno się skontaktować, potrafi po prostu „rozjechać się” oczekiwaniami co do intensywności działań.
  • Doświadczenie w egzekucji z określonych składników majątku – nie każda kancelaria ma praktykę np. w sprzedaży licytacyjnej wyspecjalizowanych ruchomości czy udziałów w spółkach.
  • Odległość od głównych źródeł majątku dłużnika – jeśli wiadomo, że kluczowy majątek leży w konkretnym regionie, sensownie jest wybrać kancelarię z tego obszaru lub przynajmniej niedaleko.

Wierzyciel, który świadomie rozumie, jak każdy z tych elementów wpływa na możliwe koszty, rzadziej ma później poczucie, że „komornik narobił kosztów, a mało ściągnął”. Często to nie jest kwestia „widzi mi się” komornika, tylko konsekwencja przyjętej taktyki, warunków terenowych i organizacji pracy.

Dwa korty tenisowe sfotografowane z góry w słoneczny dzień
Źródło: Pexels | Autor: Aidil Bahaman

Jak nalicza się opłatę egzekucyjną – procenty, minima, maksima

Podstawowe zasady – za co w ogóle płaci się opłatę stosunkową

Opłata egzekucyjna (tzw. stosunkowa) to główny składnik kosztów, który odczuwa dłużnik. Jest obliczana jako procent od wyegzekwowanego świadczenia – czyli od tego, co faktycznie zostało ściągnięte w toku postępowania.

Kiedy powstaje obowiązek zapłaty tej opłaty:

  • gdy komornik ściągnie pieniądze przymusowo (np. z pensji, konta, sprzedaży rzeczy),
  • gdy dłużnik zapłaci dobrowolnie, ale już po wszczęciu egzekucji i w wyniku działań komornika (np. po doręczeniu zajęcia, wezwaniu do zapłaty).

Nie jest więc tak, że „opłata pojawia się znikąd”. Z punktu widzenia prawa ma być wynagrodzeniem za skuteczne doprowadzenie do płatności – nawet jeśli dłużnik zapłacił dopiero pod presją nadchodzącej licytacji.

Stawki procentowe – kiedy 10%, kiedy mniej

Ustawa o kosztach komorniczych przewiduje kilka wariantów opłat stosunkowych, zależnie od tego, w jaki sposób doszło do spłaty zadłużenia. Najczęściej spotykane sytuacje to:

  • Egzekucja „klasyczna” – pełne działania komornika
    Jeżeli komornik przymusowo ściąga należność (zajęcie rachunku, wynagrodzenia, ruchomości itp.), stosuje się podstawową stawkę procentową od kwoty wyegzekwowanej. Wysokość tej stawki określa ustawa i może być obniżona lub podwyższona tylko w granicach przez nią wyznaczonych.
  • Dobrowolna zapłata po wszczęciu egzekucji
    Dłużnik po otrzymaniu zawiadomienia, zamiast czekać na zajęcie konta, przelewa pieniądze wierzycielowi lub komornikowi. Ustawa przewiduje w takich wypadkach niższą stawkę opłaty. Taki „rabat” ma zachęcić do szybszego uregulowania długu i minimalizacji działań przymusowych.
  • Umorzenie postępowania na wniosek wierzyciela
    Jeśli wierzyciel, po wszczęciu sprawy, wycofa wniosek (np. dogada się z dłużnikiem na raty „poza komornikiem”), zwykle powstaje opłata obliczona od wartości świadczenia pozostałego do wyegzekwowania. Tu dłużnikom często zapala się „kontrolka”, gdy okazuje się, że mimo braku dalszej egzekucji, opłata i tak została naliczona.

Konkretny procent jest więc wypadkową dwóch elementów: trybu zakończenia sprawy oraz stopnia udziału komornika w tym, że pieniądze jednak „wyszły z portfela” dłużnika.

Minimalne i maksymalne granice opłaty

Ustawodawca nie zostawił opłaty stosunkowej „bez sufitu i podłogi”. Wprowadził dolne i górne granice, które mają chronić przed skrajnościami – zarówno przy bardzo małych, jak i bardzo dużych długach.

W praktyce wygląda to tak:

  • przy niewielkich kwotach długów stosunkowa opłata procentowa mogłaby dawać absurdalnie małe kwoty wynagrodzenia dla komornika, dlatego ustalone są kwoty minimalne, poniżej których opłata nie spada,
  • przy bardzo dużych roszczeniach procentowa opłata mogłaby dawać astronomiczne sumy, więc wprowadzono górne limity – rodzaj „sufitu”, którego nie wolno przekroczyć, niezależnie od wielkości długu.

Stąd zaskoczenie dłużników: przy małych zadłużeniach opłata potrafi procentowo wyglądać bardzo „dotkliwie”, bo działa próg minimalny; przy dużych – odwrotnie, procentowo bywa relatywnie łagodna, bo zadziałał limit maksymalny.

Opłaty stałe i wydatki – druga noga kosztów

Poza opłatą stosunkową istnieje szereg opłat stałych za konkretne kategorie czynności, np.:

  • opłata za zlecone komornikowi poszukiwanie majątku dłużnika,
  • opłata za sporządzenie protokołu stanu faktycznego (np. w lokalu),
  • opłaty za niektóre czynności zabezpieczające.

Do tego dochodzą wydatki gotówkowe, które komornik ponosi „z własnej kieszeni”, a potem refakturuje na sprawę, m.in.:

  • koszty ogłoszeń o licytacji (prasa, portale),
  • koszty przejazdu na czynności terenowe,
  • wynagrodzenie biegłych (wycena nieruchomości, specjalistyczne ruchomości),
  • koszty przechowywania zajętych ruchomości.

Te kategorie tłumaczą, dlaczego w dwóch egzekucjach na tę samą kwotę opłata stosunkowa może być podobna, a całkowite koszty „na końcu tabelki” jednak bardzo się różnią. Jeden komornik zleci biegłemu wycenę samochodu, drugi – przy podobnym aucie – uzna, że wystarczy opis i oszacowanie własne. Jeden będzie dojeżdżał 100 km, drugi ma dłużnika „za rogiem”.

Umorzenie egzekucji a koszty – kiedy „wyjście” też kosztuje

Dłużnicy bywają szczerze zdziwieni, że po umorzeniu postępowania – szczególnie na ich wniosek lub w wyniku zawarcia ugody poza komornikiem – na horyzoncie wciąż pojawia się opłata. Logika ustawodawcy jest jednak prosta: skoro komornik już wszczął postępowanie, podjął czynności, a dłużnik „obudził się” dopiero wtedy, gdy pojawiła się realna perspektywa zajęcia pensji lub konta, to pewna opłata jest należna, nawet jeśli faktycznie niewiele ściągnięto.

W zależności od rodzaju umorzenia:

  • opłata może być naliczona od kwoty pozostałej do wyegzekwowania na dzień umorzenia,
  • komornik uwzględnia wcześniej wyegzekwowane kwoty i już pobrane opłaty,
  • w określonych sytuacjach (np. umorzenie z powodu całkowitej bezskuteczności) opłata może być niższa lub „rozłożona” inaczej między strony.

To dlatego czasem dogadywanie się „poza egzekucją”, ale dopiero po uruchomieniu sprawy, wcale nie jest tak tanie, jak wyobraża to sobie dłużnik. Z punktu widzenia kosztów najkorzystniejsze są scenariusze, w których udaje się zapobiec samemu wszczęciu egzekucji – albo szybko skorzystać z trybów, gdzie ustawa przewiduje niższą stawkę stosunkową.

Różne ścieżki prowadzą do różnych rachunków

Dwie egzekucje, ten sam dług, ale:

  • w pierwszej dłużnik płaci natychmiast po pierwszym piśmie od komornika – pojawia się opłata, ale w niższej stawce, a wydatków praktycznie brak,
  • w drugiej dłużnik czeka, aż komornik zajmie konto, pensję, samochód, zamówi wycenę, ogłosi licytację; dopiero wtedy, „pod ścianą”, szuka porozumienia – opłata stosunkowa jest naliczana od realnych wpływów, a do tego dochodzą koszty przejazdów, biegłego i ogłoszeń.

Na papierze ta sama kwota roszczenia, ci sami przepisowi bohaterowie: ustawa o kosztach, kodeks postępowania cywilnego, komornik. W rzeczywistości zupełnie inny rachunek końcowy – i to właśnie stąd wrażenie, że „u jednego komornika było taniej, a u drugiego drożej”, choć wszyscy działają w ramach tego samego systemu prawnego.

Dlaczego ta sama egzekucja nie jest „tą samą” egzekucją

Inny komornik, inne biuro, inna organizacja

Komornik A i komornik B działają według tej samej ustawy, ale nie w tym samym gabinecie, z tym samym zespołem i budżetem. Każda kancelaria ma własną organizację pracy, a to wprost przekłada się na koszty, które „pojawiają się w sprawie”.

Różnice widać w kilku obszarach:

  • liczebność i doświadczenie zespołu – duża kancelaria z wykwalifikowanymi pracownikami szybciej obsłuży sprawę, ale częściej korzysta z odpłatnych narzędzi i usług (np. systemów informacji gospodarczej, konfiguracji informatycznych),
  • polityka zlecania biegłych – jeden komornik zleca wyceny częściej, aby uniknąć zarzutów co do wartości majątku, drugi wykorzystuje dopuszczalny zakres samodzielnej wyceny, gdy jest to bezpieczne dowodowo,
  • skala działania w terenie – kancelaria „terenowa”, która jeździ na oględziny, licytacje wyjazdowe czy czynności w małych miejscowościach, generuje inne koszty przejazdów niż biuro, które większość spraw załatwia korespondencyjnie.

Z boku widać tylko „ten sam dług”, ale mechanizm produkcji kosztów w każdej kancelarii działa trochę inaczej. U jednego komornika licytacje ruchomości są rzadkością, u innego – chleb powszedni. To już samo w sobie powoduje, że końcowy rachunek za dwie – pozornie identyczne – egzekucje będzie różny.

Różna strategia prowadzenia egzekucji

Komornik ma obowiązek działać skutecznie, ale w granicach rozsądku i przepisów. To pozostawia pole manewru, a tam, gdzie jest wybór, pojawia się… różnica w kosztach.

Najczęstsze „rozjazdy” dotyczą tego, jak szeroko komornik rozkłada sieć egzekucji:

  • podejście „szerokiej siatki” – zajęcia wszystkich możliwych składników majątku (pensja, rachunki, ruchomości, wierzytelności u kontrahentów) już na początku. Skuteczność zwykle rośnie, ale generowane są koszty związane z większą liczbą pism, wysyłek i czynności,
  • podejście „krok po kroku” – zaczynamy od wynagrodzenia i rachunku bankowego, ruchomości i licytacje wchodzą dopiero, gdy pierwsze drogi zawiodą. Czas postępowania może się wydłużyć, ale koszty są rozłożone i często niższe na starcie.

Do tego dochodzi podejście do dogadywania się z dłużnikiem. Niektórzy komornicy aktywnie korzystają z możliwości motywowania dłużnika do dobrowolnych spłat (bo wtedy opłata stosunkowa jest niższa, a sprawa szybciej się kończy), inni skupiają się na twardej egzekucji z majątku. Oba podejścia mieszczą się w granicach prawa, ale ich finansowy efekt po stronie dłużnika i wierzyciela będzie różny.

Stopień „oporności” dłużnika

Ten sam dług dwa razy w praktyce rzadko oznacza tego samego dłużnika w identycznym nastroju do współpracy. I tu zaczyna się prawdziwy festiwal różnic kosztowych.

Przykładowo:

  • dłużnik współpracujący – odbiera korespondencję, kontaktuje się z kancelarią, udziela informacji o majątku, zgadza się na racjonalne terminy. Komornik nie musi wracać na kolejne oględziny, wielokrotnie wysyłać pism, unika zbędnych ogłoszeń i czynności w „ciemno”,
  • dłużnik unikający – nie odbiera listów, zmienia miejsce zamieszkania bez aktualizacji adresu, ukrywa majątek lub robi to w sposób graniczący z pozorem. To wymusza szersze poszukiwanie majątku, dodatkowe ustalenia adresu, próby doręczeń, czasem kilka podejść do tych samych czynności terenowych.

Z prawnego punktu widzenia w obu sprawach chodzi o ten sam tytuł wykonawczy. Z finansowego – druga sytuacja zwykle kończy się większymi wydatkami, które później widać w postanowieniu o kosztach, mimo że komornik nie „wymyślił ich sobie”, tylko zareagował na rzeczywiste utrudnienia.

Rodzaj i struktura majątku dłużnika

Dług może być ten sam, ale jego pokrycie z pensji to zupełnie inna historia niż egzekucja z nieruchomości czy udziałów w spółce. To jak porównywanie jazdy po prostym asfalcie do wyprawy przez las i bagna – niby „kilometry takie same”, ale czas i paliwo inne.

Najbardziej typowe scenariusze:

  • egzekucja z wynagrodzenia i rachunku – stosunkowo prosta i przewidywalna. Pojawia się opłata stosunkowa od wpływów, do tego niewielkie koszty korespondencji. Z punktu widzenia statystyk – zwykle „taniej”,
  • egzekucja z ruchomości – oględziny, zajęcie, często konieczność przechowywania (gdy rzeczy nie mogą zostać u dłużnika), później ogłoszenia o licytacji, wynagrodzenie biegłego przy droższych przedmiotach. Każdy z tych etapów potrafi generować dodatkowe wydatki,
  • egzekucja z nieruchomości – najdłuższy i najbardziej kosztochłonny tryb. Obowiązkowa wycena przez biegłego, obwieszczenia, często kilka terminów licytacji, korespondencja z sądem wieczystoksięgowym i uczestnikami postępowania. Nominalnie dług ten sam, ale koszty rosną jak na drożdżach, bo sam mechanizm prawny jest rozbudowany,
  • egzekucja z „egzotycznych” składników – np. udziałów w spółce z o.o., wierzytelności z kontraktów, praw z papierów wartościowych. Tu prawnik i księgowy miewają więcej roboty niż sam dłużnik – co przekłada się na potrzebę korzystania z biegłych lub dodatkowych ustaleń.

Nic dziwnego, że wierzyciel, który w jednej sprawie ściągnął podobny dług „z pensji” prawie bez kosztów, a w innej musiał przejść przez licytację domu, ma wrażenie, że „u tego drugiego komornika wyszło kosmicznie drogo”. Tymczasem różny był nie tyle komornik, co rodzaj użytego narzędzia.

Moment, w którym dłużnik zaczyna płacić

W osi czasu każdej egzekucji jest punkt, w którym dłużnik się „przełamuje” i zaczyna spłacać dług. Im dalej ten punkt przesuwa się w stronę licytacji i czynności terenowych, tym więcej kosztów zdąży się zmaterializować.

Dwa kontrastowe przypadki z praktyki:

  • Sprawa 1 – po doręczeniu pierwszego zajęcia rachunku dłużnik kontaktuje się z kancelarią, uzgadnia sposób spłaty, częściowo płaci od razu. Komornik nie zleca biegłego, nie ogłasza licytacji, nie podejmuje dodatkowych poszukiwań majątku. Opłata stosunkowa jest naliczona od wpłat, ale wydatki uboczne są symboliczne,
  • Sprawa 2 – komornik po kolei zajmuje rachunki, wynagrodzenie, ruchomości, zleca wycenę nieruchomości, przygotowuje licytację. Dopiero tuż przed licytacją strony dogadują się poza kancelarią i wierzyciel cofa wniosek. Wpłaty pojawiają się późno, więc wcześniej zdążyły się już „urodzić” koszty biegłego, ogłoszeń, przejazdów – i opłata od pozostałego do wyegzekwowania świadczenia przy umorzeniu.

Z przodu wygląda to jak dwie sprawy o identycznej kwocie. Z tyłu – jak dwa zupełnie inne filmy z różnym budżetem produkcyjnym.

Udział wierzyciela w kształtowaniu strategii

To nie jest tak, że wierzyciel „nie ma nic do powiedzenia”. Czasem to właśnie jego decyzje wpływają na końcowy poziom kosztów – choć potem narzeka na komornika, że „za dużo to wszystko kosztowało”.

Po stronie wierzyciela pojawiają się m.in. takie wybory:

  • zakres zleconej egzekucji – można od razu wnioskować o egzekucję z konkretnych składników majątku (np. od razu z nieruchomości) albo zacząć od lżejszych środków. Jeżeli wierzyciel z góry oczekuje egzekucji z nieruchomości, nie powinien się dziwić, że rachunek końcowy jest wyższy niż przy egzekucji z pensji,
  • wnioski o poszukiwanie majątku – to osobna, płatna usługa w ramach sprawy. Z jednej strony zwiększa szansę na odnalezienie źródeł spłaty, z drugiej od razu generuje koszt, który przy bezskutecznej egzekucji również będzie widoczny,
  • częstotliwość „przeskakiwania” między trybami egzekucji – ciągłe zmiany strategii (najpierw ruchomości, potem nieruchomość, później znowu wierzytelności) oznaczają nowe czynności, często kolejne przejazdy i korespondencję.

Zdarza się, że ten sam wierzyciel przy jednym dłużniku godzi się na spokojne ściąganie z pensji, a przy innym naciska na licytację mieszkania „jak najszybciej”. Z prawnego punktu widzenia oba wybory są dopuszczalne. Z kosztowego – to dwa światy.

Niebieski kort tenisowy z siatką i wyraźnymi cieniami w słońcu
Źródło: Pexels | Autor: Dz Anderson Video Editor

Wybór komornika a koszty – gdzie kończy się teoria, a zaczyna praktyka

Co naprawdę można wybrać, a co jest z góry narzucone

Możliwość wyboru komornika bywa przeceniana. Część spraw w ogóle nie podlega swobodnemu wyborowi – szczególnie egzekucja z nieruchomości czy prowadzenie spraw w określonych rewirach. W tych wypadkach wierzyciel musi iść do komornika właściwego według przepisów, a nie „sympatycznego” czy „tańszego”.

Nawet tam, gdzie wybór jest dopuszczalny, nie oznacza on wyboru stawki. Ustawa o kosztach komorniczych narzuca wszystkie podstawowe zasady – komornik nie może „dać rabatu” z własnej kieszeni ani rozliczać opłaty według autorskiego cennika. To zabrania myślenia o wyborze kancelarii jak o wyborze hotelu – różni się standard, nie cena za tę samą usługę.

Profesjonalizm i technologia kontra „oszczędności”

Paradoks polega na tym, że lepiej zorganizowana kancelaria, korzystająca z nowoczesnych narzędzi, generuje na początku nieco wyższe wydatki (systemy dostępu do informacji, integracje elektroniczne, szybki obieg dokumentów), ale dzięki temu często szybciej lokalizuje majątek i sprawniej kończy sprawę.

Na „twardych liczbach” może wyglądać to tak:

  • komornik korzystający z e-dostępu do baz danych – ponosi z góry pewne koszty systemów, ale szybciej ustala rachunki, miejsca pracy, pojazdy,
  • komornik opierający się głównie na tradycyjnej korespondencji – ma mniej kosztów informatycznych, ale więcej prób, pism, czasem powtarzanych ustaleń i „ślepych” czynności.

Dłużnik widzi potem kilka pozycji więcej w rubryce „wydatki”, ale często zapomina, że alternatywą było przeciągające się przez lata postępowanie z serią bezskutecznych działań. Wierzyciel z kolei potrafi docenić szybkie dojście do majątku, nawet jeśli po drodze pojawiły się wydatki na poszukiwanie czy biegłych.

Rewir i logistyka – geografia też liczy

Egzekucja to w dużej części logistyka. Im dalej komornik ma do dłużnika i jego majątku, tym większa szansa, że w tabelce kosztów pojawią się wydatki za dojazd. W teorii wierzyciele często wybierają komornika „z dużego miasta”, w praktyce przy dłużniku z małej miejscowości bywa to finansowo średni strzał.

Dlatego przy wyborze komornika dobrze jest uwzględnić kilka prostych kryteriów:

  • gdzie faktycznie znajduje się majątek – jeśli cały majątek leży 300 km od kancelarii, nie ma cudów, przejazdy będą kosztować więcej niż przy komorniku „za rogiem”,
  • jakiego rodzaju egzekucja jest najbardziej prawdopodobna – nieruchomość w odległym powiecie wymaga licytacji na miejscu; samochód czy maszyny przemysłowe – często również,
  • jak często trzeba będzie wracać na czynności terenowe – jedna wizyta to jedno, ale trzy wizyty w ciągu roku przy tej samej sprawie potrafią zrobić różnicę w wydatkach.

Teoretycznie wierzyciel „może” wybrać komornika z drugiego końca kraju (o ile przepisy na to pozwalają). Praktycznie – za tę decyzję często płaci dłużnik, bo każdy kilometr więcej to potencjalnie wyższe wydatki, które finalnie dolicza się do kosztów postępowania.

Różne praktyki kancelarii w komunikacji z dłużnikiem

Niektórzy komornicy, delikatnie mówiąc, nie należą do entuzjastów telefonów i maili. Inni wychodzą z założenia, że jeden rzeczowy telefon potrafi zaoszczędzić trzy pisma, dwa zwroty przesyłek i jedną bezsensowną wizytę w terenie. Z poziomu kosztów to są realne różnice, choć przepisy ich wprost nie opisują.

Jeżeli kancelaria:

  • umożliwia kontakt elektroniczny i sprawne uzgadnianie spłat,
  • Najważniejsze punkty

  • Wysokość kosztów komorniczych wynika przede wszystkim z ustawy (o kosztach komorniczych, KPC i rozporządzeń), a nie z „widzi mi się” konkretnego komornika – komornik ma obowiązek stosować ustawowe stawki.
  • „Koszty u komornika” to miks kilku pozycji: opłat egzekucyjnych (wynagrodzenie komornika), wydatków gotówkowych (np. dojazdy, ogłoszenia, biegli, poczta) oraz podatków i opłat publicznoprawnych; dłużnik widzi jedną kwotę, choć część pieniędzy trafia dalej, a nie do komornika.
  • Co do zasady ciężar kosztów spada na dłużnika, ale w określonych sytuacjach zapłaci wierzyciel – np. gdy egzekucja była oczywiście niecelowa, została bez sensu przeciągnięta lub doprowadziła do zbędnych wydatków.
  • Ta sama sprawa może kosztować inaczej u dwóch komorników, bo każdy z nich może przyjąć inną strategię: jeden szybko umorzy postępowanie jako bezskuteczne, drugi „przekopie” teren, popyta sąsiadów i zleci dodatkowe zapytania, generując przy tym więcej wydatków, ale też zwiększając szanse na odzyskanie długu.
  • Ustawodawca powiązał część opłat z efektem egzekucji – pełna, częściowa lub zerowa skuteczność wpływa na wysokość opłaty stosunkowej, więc identyczny dług może skończyć się inną opłatą u różnych komorników, jeśli ich działania przyniosą inny rezultat.